Tam,
gdzie jest ostre światło, a dzień i noc niezmiennie przez cały rok
dzielą dobę po równo, ludzie rzadko zapadają na sezonowe obniżenie
nastroju. Im dalej od równika, tym więcej przypadków zimowej depresji.
W opinii niektórych naukowców depresja jest ludzkim odpowiednikiem
hibernacji, szczątkową formą zwierzęcego zachowania. Nic dziwnego,
że stajemy się powolni i smutni. W naturalny sposób wytracamy energię,
gdy nasz organizm najchętniej zwinąłby się w kłębek i zapadł
w trzymiesięczną drzemkę. Najlepiej byłoby w styczniu-lutym wyjechać
na Karaiby. Tropikalne słońce w środku zimy pozwoli uzupełnić braki
światła.
– Niestety, nie na długo. Dobroczynny efekt takiego
wyjazdu potrwać może tylko kilka tygodni – mówi doc. Łukasz Święcicki,
ordynator Oddziału Chorób Afektywnych w Instytucie Psychiatrii
i Neurologii w Warszawie. Mało kogo stać na to, by zamieszkać pod palmą
na czas zimowej pluchy. Warto więc rozważyć tańsze sposoby. Jak
chociażby właśnie pracę fizyczną. Według prof. Kelly Lambert robienie
na drutach czy mozolne czyszczenie okna ze starej farby to nic innego
jak mentalna witamina, która buduje emocjonalną odporność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz